Przyszłość Marcusa Ericssona jest niepewna.
Będzie również jeździł w Indycar w 2027 roku. Pytanie brzmi: dla jakiego zespołu?
– Mój kontrakt wygasa po tym sezonie i teraz dzieje się wiele – mówi Marcus – i zdradza, na co liczy.
Przynajmniej jedną rzecz wie na pewno.
On i Felix Rosenqvist wychodzą i jeżdżą swoimi wspaniałymi samochodami wartymi milion dolarów, które otrzymali w nagrodę.

Artykuł w skrócie
Dwóch szwedzkich zwycięzców wyścigu Indy 500 będzie ścigać się w Indianapolis, ale za śmiechem Marcusa Ericssona kryje się niepewna przyszłość.
Jego kontrakt wygasa, kilka zespołów jest nim zainteresowanych, a kolejna decyzja może zadecydować o jego karierze.
Jednocześnie opowiada o ekstremalnym upale w Indycar, gdzie kierowcy po wyścigu łapali przeziębienie.
Jeśli wygrasz klasyczny wyścig Indy 500, nie tylko staniesz się legendą świata wyścigów, ale i wzbogacisz się. Otrzymasz również samochód z nagrodą główną.
Ostatni zwycięzca, Felix Rosenqvist, wygrał – oprócz 40 milionów koron nagrody pieniężnej – Chevroleta Corvette ZR1X. To nie byle jaki samochód sportowy, ale prawdziwy potwór w klasie samochodów wyścigowych IndyCar. Samochód, który przyspiesza od 0 do 100 km/h w nieco ponad dwie sekundy i osiąga prędkość maksymalną ponad 300 km/h.
W garażu Marcusa stoi podobny samochód — Corvette Z06, którym wygrał wyścig Indy 500 wiosną 2022 roku.
Oba te samochody kosztują około dwóch milionów koron każdy.
– Kiedy Felix odzyska samochód, musimy razem pojeździć po Indianapolis. Nie ma o czym mówić – mówi Marcus ze śmiechem.
Dwóch Szwedów w stolicy amerykańskiego motorsportu, Indianapolis. Dwóch mistrzów Indy 500. To imponujące, prawda?
– Naprawdę! To była fantastyczna zabawa widzieć zwycięstwo Felixa. Jestem jednym z niewielu, którzy wiedzą, jak to jest wygrać taki wyścig. Naprawdę życzę Felixowi tego zwycięstwa. I co to był za miesiąc dla niego, najpierw został ojcem, a potem wygrał Indy 500. Maj 2026 roku będzie dla niego trudny do przebicia.
Życie toczy się dalej dla Rosenqvista, który niedawno zmienił drużynę na przyszły sezon, podpisując kontrakt z ciężkim McLarenem, w którym będzie partnerem sześciokrotnego mistrza Scotta Dixona.
Marcus Ericsson jest w nieco trudniejszej sytuacji. W zeszłym roku miał bardzo trudny sezon, a to jego trzeci i ostatni rok kontraktu z Andretti Global, gdzie zarabia prawie 40 milionów koron rocznie.
Na początku tego roku pojawiło się wiele spekulacji, że Andretti pozwoli Szwedowi odejść po zakończeniu sezonu, a kilka innych drużyn zabiegało o 35-latka z Kumla.
Jeśli wierzyć najnowszym plotkom o „sezonie głupoty” w USA, ton jest teraz nieco inny i Ericsson może pozostać w Andretti.
On sam oczywiście wie trochę więcej, niż mówi, ale mówi:
– Najlepiej, żeby to się skończyło jak najszybciej. Im szybciej, tym lepiej. Ale tak właśnie działa ta branża. Dla mnie to po prostu kwestia skupienia się na tym, żeby działać jak najlepiej.
Czwarty najlepszy kierowca w kwalifikacjach
Chociaż Rosenqvist był w tym roku najlepszym Szwedem w Indycar, Ericsson niewiele mu ustępuje. Felix jest siódmy w klasyfikacji generalnej, a Marcus dziesiąty. Obaj mają na swoim koncie po dwa miejsca w pierwszej piątce.
Marcus zajął drugie miejsce w wyścigu owalnym w Illinois dwa tygodnie po Indy 500. Był to jego najlepszy wyścig w tym sezonie.
– Myślę, że ogólnie to był dla mnie dobry sezon. Ostatnie dwa weekendy były dość ciężkie. Ale ogólnie byłem szybki i w praktycznie każdym wyścigu jechałem na czele.
Kilka razy nie miał szczęścia i gdyby zastosował inną strategię, mógłby być tym, który jechał koło w koło z Felixem pod koniec wyścigu Indy 500.
– Kilka razy zdarzały się niewielkie różnice i przy odrobinie szczęścia mógłbym zdobyć znacznie więcej punktów. Patrząc na sezon, statystycznie rzecz biorąc, zakwalifikowałem co czwartego najlepszego kierowcę. To wiele mówi o tempie, jakie mieliśmy przez cały rok. Jestem naprawdę zadowolony z moich wyników.
Kierowca dostał zatrucia po wyścigu
W ten weekend odbędzie się Grand Prix Nashville (gdzie zwycięskim trofeum jest oczywiście gitara elektryczna), w mieście, w którym Marcus Ericsson już wcześniej zwyciężał.
– Wtedy to był wyścig miejski, teraz tor owalny. Ale to wciąż bardzo fajny wyścig i czuję, że coraz lepiej odnajduję się na owalach, jak ostatnio, kiedy zająłem drugie miejsce w Illinois. Owale mi pasują.
Naprawdę wyglądałeś na kompletnie wyczerpanego po tym wyścigu?
– W USA jest gorące lato. Było wtedy ponad 30 stopni, a kiedy jedziesz ponad 300 km/h przez dwie, trzy godziny w takim upale – cóż, człowiek się męczy. To trudne. Po ostatnim wyścigu kilku kierowców od razu pojechało do izby chorych na torze i dostało kroplówki.
Czy po Nashville będą jeszcze jakieś wakacje?
– Tak, potem będziemy mieli kilka tygodni wolnego i między innymi weźmiemy udział w ślubie Hampusa Lindholma – mówi Marcus.
Obrońca Boston Bruins jest bliskim przyjacielem. Po świętach czeka go sześć wyścigów w ciągu pięciu tygodni w Indycar, które będą zwieńczeniem sezonu.
Czy jesteś szczególnie podekscytowany możliwością pokazania, co potrafisz w ciągu roku kontraktowego?
– Tak, to będzie rok kontraktowy dla każdego, niezależnie od dyscypliny, będzie trochę dodatkowej presji. Ale jak powiedziałem, skupiam się tylko na moich występach na torze.
Rozwija się w Andretti wraz ze swoimi kolegami z drużyny, Kyle’em Kirkwoodem i Willem Powerem.
– Wspaniale było poznać Willa Powera, który dołączył do nas w tym sezonie. Odniósł niesamowity sukces i wspaniale jest widzieć w nim ogień, jak wciąż się pali, żeby być lepszym. Współpraca Willa, Kyle’a i mnie układała się naprawdę dobrze – i tak…
– …oczywiście, byłoby ekscytująco zobaczyć, co moglibyśmy zrobić razem w kolejnym roku.





